Multiagenci – amatorzy pod krawatem

multiagent

Foto ze strony www.pixgood.com

No i stało się…Jako 29-letnia młoda mężatka i świeżo upieczona mama podzieliłam los wielu Polaków w wieku produkcyjnym…Razem z mężem jesteśmy zmuszeni wziąć kredyt hipoteczny. Mieszkanie mamy już upatrzone, umowę przedwstępną podpisaną, bank wybrany… Ale ile z tym było problemów, biegania i załatwiania- wiedza tylko ci, którzy sami taka drogę przeszli.  Cała historia pod hasłem „casting na kredyt” jest za długa na jeden wpis, ale na początek pochwalę się spotkaniem z pewnym multiagentem. Trafiliśmy na niego całkiem przypadkiem.

Do mojego męża zadzwonił jakiś „ktoś” z ofertą kredytu gotówkowego z Deutsche Bank. Nie potrzebowaliśmy takiego kredytu, ale hipotecznego- jak najbardziej… na co ten „ktoś” się ucieszył i przekazał namiar na nas swojemu koledze. I tak się zaczęło… Umówiliśmy się na spotkanie z przedstawicielem Deutsche Bank-tak nam się przynajmniej wydawało. Na miejscu spotkania zobaczyliśmy gościa w wymiętej koszuli i niezbyt dobrze dobranym krawacie. Na naszą prośbę umówiliśmy się w kawiarni…Mój M zamówił kawę dla wszystkich i za nią zapłacił- to było dla mnie kolejnym, po niechlujnym stroju, minusem tego pana. Ale nie skreślałam go od razu- pomyślałam, że może będzie dobry merytorycznie…hahaha, nic bardziej mylnego. Przede wszystkim ten chłopak (na oko 25 lat) był jakimś multiagentem i przygotował nam ofertę kilku banków. Już na pierwszy rzut oka coś było z nimi nie tak.

W niektórych raty podejrzanie niskie, w innych rata kredytu w złotówkach była bardzo niska, za to w euro nieproporcjonalnie wysoka. Próbował nam wcisnąć dodatkowe ubezpieczenia, które nie są obowiązkowe, a o wielu opłatach nierozerwalnie z kredytem połączonych-milczał. Chłopak dwoił się i troił( a przy tym pocił niemiłosiernie) żeby wcisnąć nam ten kit. Biorąc pod uwagę, że to było nasze pierwsze spotkanie ws. kredytu na mieszkanie, nasze wiedza w tym temacie nie była jeszcze zbyt duża – ale i tak co krok zaginaliśmy go pytaniami i wytykaliśmy istotne merytoryczne błędy.

Kiedy nasz agent zobaczył, że nie będzie tak lekko jak sobie to wyobrażał, dał nam do wypełnienia formularze jednego banku. W pewnym momencie zaczął sam wypełniać, żeby nam ułatwić… Miało to służyć tylko zebraniu informacji w celu wygenerowania dla nas bardziej szczegółowej oferty i przesłaniu jej mailem. Ale na koniec podał nam te formularze do podpisania…my czytamy- a to było złożenie wniosku o udzielenie kredytu i złożenie podpisu miałoby się wiązać z wyrażeniem przez nas zgody na obciążenie nas jakimiś tam szczegółowo wymienionymi kosztami. Nie muszę chyba pisać jak bardzo nas tym wkurzył. Nie podpisaliśmy i na tym spotkanie się zakończyło.  Na koniec chłopaczek założył na ten swój garnitur i wymiętą koszulę super ekstra kurtkę hip hopowca…i tym mnie już całkowicie rozbawił

Tak zakończyła się pierwsza część naszego castingu…Po stronie strat: 30 zł na kawy i 50 minut cennego popołudniowego wolnego czasu, a po stronie zysków: bezcenne doświadczenie- żadnych więcej multiagentów !!!! Jak ktoś jest od wszystkiego to jest do niczego 😉

Przeczytaj również :